Feministki trudny bój

alyssa-marie-03-800x1199

Przeczytany wczoraj tekst w „Codzienniku Feministycznym” zainspirował mnie do napisania kilku słów o wojowniczkach w sprawie równouprawnienia płci.

Już co prawda miesiąc po Dniu Kobiet, ale dziś nadarzyła się doskonała okazja, abym powtórzył swoje życzenia sprzed dwóch lat. Naszła mnie wówczas refleksja, że w kraju Takich kobiet w ogóle, a przy okazji też takich kobiet, jak Curie-Skłodowska, Osiecka czy Szaflarska, powinniśmy ten dzień święcić z większym nabożeństwem niż samo Boże Narodzenie. Napisałem to zupełnie serio i uważam to za wciąż aktualne. O wiele więcej niż Bogu, zawdzięczam właśnie kobietom. Moim babkom, mojej Matce, moim wspaniałym przyjaciółkom. To ma sens tym bardziej w Polsce, gdzie mamy ogromną estetyczną dysproporcję – kobiety mamy piękne, a sami jesteśmy raczej brzydalami, a do tego często niechlujami. One z kolei zaślepione, wyrozumiałe do granic, niezmordowane. Tylko je na rękach nosić.

Tymczasem feministki.

Podczas porannej prasówki natrafiłem na artykuł p. Sylwii Kubryńskiej w Codzienniku Feministycznym, pt.: „ZAGŁADA LUDZKOŚCI NA CZTERY LITERY”. Autorka na wstępie gorzko konstatuje, że „kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, mają w sobie zawsze coś fajnego do obśmiania”. Że w mediach pokazują i obśmiewają grube tyłki kobiet, a facetów nie. I to jest kurwa skandal. Przytoczę fragment, warto:

Z wielkim zainteresowaniem czytam doniesienia portali internetowych o stopniu zaawansowania cellulitu na tyłkach poszczególnych gwiazd płci żeńskiej i, rzecz jasna, wielkości tych tyłków. Czytam z zainteresowaniem, bo po pierwsze informacja ta jest niezwykle ważna. Trudno dyskutować z tym, że misją dziennikarską jest pilne zawiadomienie społeczeństwa o tym, jak właśnie fatalnie wygląda pupa Natalii Siwiec i co wyszło spod spódnicy Magdzie Mołek.

Dalej jest mniej więcej jak na poniższym obrazku…

Druga sprawa, problem nieatrakcyjnego tyłka faktycznie dotyczy tylko kobiet, a z kobiet zawsze warto się pośmiać. Kobiety pod tym względem nigdy nie zawiodą. One, w przeciwieństwie do mężczyzn, mają w sobie zawsze coś fajnego do obśmiania. Dlatego nie dziwię się, że fotografowie z taką sumiennością uwieczniają na portalach te śmieszne rzeczy, aby, walając się po podłodze ze śmiechu, mogli je zobaczyć najpiękniejsi panowie na świecie. Polscy mężczyźni uchodzą bowiem na całej kuli ziemskiej za najprzystojniejszych, ich atrakcyjność jest legendarna, jak bigos i kiełbasa. Żaden z naszych panów nie ma zbyt dużego tyłka, czy choćby fałdki nadprogramowego tłuszczu, a wszystko to, co się panom wylewa spod spodenek trzy czwarte – to dar niebios i czysta poezja.

Hm, gdybym i ja postrzegał świat przez pryzmat serwisów typu Pudelek, może też chodziłbym na co dzień sfrustrowany i siał żółć. Jak to trafnie ujął jeden z komentujących:

Ciekaw jestem jak to możliwe, ale na portalach które ja czytuje nie pisze się o tyłku pani Siwiec. Tak czy inaczej pani Sylwia Kubryńska może po prostu zmienić portale, które czytuje. Sądzę że to rozwiąże problem.

Proste i działa, polecam. Na Pudelku nie bywam, sekcji plotkarskich na Onecie/WP unikam – jestem szczęśliwym człowiekiem, który kocha i ceni kobiety niezależnie od ich wagi, urody czy wieku. Popieram też kobiety w ich walce o równouprawnienie, szczególnie na rynku pracy i polityce socjalnej. Podobnie uważam za obrzydliwy trend zarzucania kobietom „proszenia się o gwałt” wyzywającym strojem. Zagadnienia przemocy wobec kobiet nie poruszam, jestem w tym wypadku radykalnym – a jednak – feministą. W ogóle niejeden wszechpolak mógłby mnie nazwać ‚lewakiem” i – wg ich definicji – nawet miałby rację.

Tymczasem Pani Sylwia rzuca się na barykady i domaga równouprawnienia w zakresie pokazywania lub niepokazywania grubych dup. A niech mnie. Rozczulająco broniona w komentarzach, po których momentami można odnieść wrażenie, że już zaraz za cellulitem na Onecie czai się gwałt w kuchni. I nie, to nie ja w tej chwili deprecjonuję gwałt jako problem. To radykalne feministki, które urazić można wszystkim, wyrządzają kobietom ogromną krzywdę. Wyrządzają też krzywdę racjonalnym feministkom, którym w tej sytuacji trudno o to, aby ktokolwiek traktował je poważnie. Zobrazuję: kiedy chcę komuś sprzedać sztabę złota wartą milion, to idę do niego ze sztabą złota wartą milion. Na spotkanie lecę helikopterem, a umawiam się na dachu najdroższego hotelu. I sztabę sprzedaję za dwa miliony. Radykalna feministka tę milionową sztabę złota przemyca w worku na ziemniaki i próbuje ją opchnąć na bazarze, w pakiecie ze zgniłym kartoflem – a nuż ktoś kupi.

Natasha Walter, feministka, aktywna obrończyni praw człowieka, autorka książki „Żywe Lalki. Powrót seksizmu”, stwierdziła tamże:

To współczesny feminizm wprowadził retorykę, która na pierwszy plan wysuwa wyrażanie własnej indywidualności. To feministki przekonywały kobiety, że ich szczęście nie musi się brać z usługiwania innym, jak w dziewiętnastym wieku, i zachęcały je, by się skupiły na własnych pragnieniach i własnej niezależności. Tylko że potrzebę autoekspresji i niezależności sprzedaje się dziś młodym kobietom w karykaturalnej postaci, jako wąsko rozumiany konsumpcjonizm i samouprzedmiotowienie.

O właśnie. Niestety feministki nie mogły przewidzieć, że facetom się to wyzwolenie kobiet tak bardzo spodoba i przygarną je z całym swym przerostem popędu nad rozumem. Mleko się jednak rozlało i nikt, naprawdę nikt Was za to – drogie feministki – nie wini. Nie ma potrzeby, aby Pani Sylwia i jej podobne radykalne feministki odreagowywały w tak irracjonalny sposób. Odreagowanie to w ogóle tutaj słowo-klucz.

Radykalny feminizm wydaje się zrodzony nie tyle ze zwyczajnie zintensyfikowanej potrzeby dążenia do równouprawnienia, a po prostu z nienawiści do mężczyzn. Robi to podwójnie złą robotę. Po pierwsze dyskredytuje to cały feministyczny ruch, niezależnie od jego absolutnie słusznych podstaw. Po drugie, jest akcja – jest reakcja. Więcej takich artykułów Pani Kubryńskiej, a mizoginia będzie kwitła w najlepsze. Myślę, że raczej tego sobie nie życzymy.

Do czego zmierzam? Radykalna feministko – przestań, proszę, podkładać kłody Twoim roztropnym sojuszniczkom. Działając, nie antagonizuj a wychowuj nas, troglodytów. My się naprawdę chętnie tego wyzwolenia nauczymy. Po prostu nie drzyj kopii o to, czyją grubą dupę wyświetla Ci internet. Świat nie jest taki, jakbyś tego oczekiwała, ale nikt też Cię za to nie wini.

Jakkolwiek źle bym nie oceniał artykułu, absolutnie bez ironii życzę autorce samego dobra. Radykalna feministko, cholero wstrętna, to nie Twoja wina. Kocham Cię. I mocno, bardzo mocno tulę.

 

Twój nowy kumpel od tematów śliskich, Bedboy.

Podobało się? Wykop ten wpis!

Podobne artykuły...

5 Responses

  1. Ten tekst jest właśnie przede wszystkim o radykalnych feministkach. Panią Sylwię uważam za radykalną feministkę. Niemal cały Codziennik Feministyczny to szkodliwe radykalistki z tego tekstu. Ciebie niestety również uważam za radykalną feministkę i wszystkie inne kobiety, które swoją walkę o równouprawnienie prowadzą w sposób opisany w tym tekście czy te, które miałem na myśli w poniższym akapicie tekstu o "krotkich ch…":

    "Konkludując, dopatrywanie się seksizmu gdzie tylko się da i uzasadnianie nim wszelkiego zła tego świata (w płaszczyźnie relacji damsko-męskich) jest pomylone, a przede wszystkim szkodliwe. Bardzo upraszczając: jeśli chcesz mi powiedzieć, że problemem jest dla ciebie golizna w reklamie pończoch, to przykro mi, ale jestem głuchy na twoje problemy. Wszystkie. Nie tylko zignoruję twoje problemy, ale będę miał cię za idiotkę – przy dobrych wiatrach zantagonizujemy się i spotęguje się we mnie mizoginistyczny pierwiastek. Nie tędy droga."

  2. Lady Pasztet pisze:

    Hymm… a możesz sprecyzować kto to jest radykalna feministka? Bo ja się trochę pogubiłam, przyznaję. Znaczy się nie wiem, kto to jest.

  3. @Agnieszka Brodzik
    Właśnie dlatego celowo rozróżniłem feministki od radykalistek. Mimo wszystko trudno będzie się feministkom wykaraskać spod niemalże monopolu CF na "feministyczny" (celowe "") przekaz.

  4. Bardzo proszę, nie wyrabiajcie sobie opinii na temat feministek na podstawie Codziennika Feministycznego. Ja sama nie mogę tego czytać o.0

  1. 24 czerwca 2014

    […] 1 […]